Matka Canoniara #9 kolor vs surowość

U Nas ostatnio bardzo czarno-biało.Mimo, że do umęczenia kocham te dwa kolory, to co za dużo to niezdrowo. No właśnie, niezdrowo… To dokładnie tak jak w naszym wiecznie zakatarzonym domu.

 

Matka planuje coś konstruktywnego.

 

  • Wyrwę się z tych domowych bakterii, pójdę w plener, zrobię sesję, wciągnę przez nos trochę życia! Mam pomysł, mam modelkę, a w kieszeni kawałek optymizmu zmieszanego z entuzjazmem! – zapowiada rodzinie.
    Ładuję baterię aparatu, czyści obiektyw, szykuje stylizację i patrzy przez okno.

 

  • Ludzie biegną, ulice mokną, auta chlapią na przechodniów, psom od mokrego chłodu najeżyła się sierść. Pada sobie piękny deszcz.
    Zaraz, zaraz… Jak PADA DESZCZ?! A sesja? A plener? By to szlak… – …który trafia mnie od razu.

 

Kontakt z modelką.

  • JS: Julia, to pada okrutnie, co robimy?
  • J: Przyjeżdżam pomalujesz mi twarz farbkami.
  • JS: I wezmę do piwnicy!

No i pomalowałam. No i wzięłam. Trochę koloru pomieszałam z grozą wieżowcowej brudnej piwnicy i wyszedł nam taki piękny mix, surowo-kolorowy.

 

 

SUROWOŚĆ

 

KOLOR

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *