Matki straszaki

Siedzę w poczekalni u ginekologa. Wizyta z NFZ więc nie trudno się domyślić jak duże jest opóźnienie. Blond brzuchatka ciężko wzdycha:
Strasznie długo się tu czeka. A mnie bliźniaki obkopują, już nie mogę wysiedzieć.
Przyjdzie Pani na wizytę popołogową, to dopiero nie będzie mogła Pani wysiedzieć. – Parska nieprzyjemnie jakaś weteranka, nerwowo żująca gumę.


– Ciesz się tą ciąża, jak się urodzi to już tylko smród pieluch ci zostanie.
– Co ty tam wiesz, twoje dziecko jeszcze nie chodzi.
Zobaczysz jak zacznie gadać, nie będzie ci się chciało słuchać tego mamrotania.
Póki nie je samodzielnie to masz tutaj raj, przynajmniej nie ufajda się jedzeniem.
– Poczekaj do buntu dwulatka, to ci się dzieci do końca życia odechce.
– Zobaczysz jak pójdzie do przedszkola wtedy się zacznie.

Średnio raz w tygodniu słyszę podobne straszaki, przeważnie kiedy spotykam się z jakąś matką weteranka. Wielokrotnie doświadczyłam jak matki pouczają mnie i ostrzegają, palcem wskazującym merdają mi przed nosem i mówią „jeszcze zobaczysz, wspomnisz moje słowa!”. Dwudziesto-kilku latki jak stare dewoty zniechęcają mnie i frustrują. Ale po co one to robią tak naprawdę, jaki jest ich cel? Chcą żebym tak jak i one czuła strach na myśl o własnym dziecku? Chcą żebym miała równie niezdrowe podejście do macierzyństwa?
O nie moje drogie!!!… Nie ze mną te numery. Nie wkręcicie mi, że macierzyństwo to zło wcielone, koniec życia i śmierć – niezależności, luzu, radości i w ogóle wszystkiego. Nie wmówicie mi, że teraz to już tylko chaos i bałagan, że nic miłego już mnie nie czeka. Nie wpędzicie mnie w poczucie winy, że w ogóle dziecka mi się zachciało, o ja głupia ja, nic się na ich błędach nie nauczyłam.

Dla mnie każdy kolejny miesiąc z moim dzieckiem jest lepszy, Apolonia jest bardziej rozwinięta, bardziej kumata i obyta. Już nie krzyczy kiedy obcy muśnie jej dłoń, już nie leży bezwiednie w łóżeczku sygnalizując swoje potrzeby jedynie zduszonym szlochem. Teraz pokazuje, że pić, że jeść, ze bujuju i że bujubuju już nie. Mogę ją zrozumieć, a ona może zrozumieć i mnie, łatwiej się dotrzeć i dogadać, łatwiej sobie pomoc. Jak można wmawiać matkom, że im dalej w las tym więcej zatrutych muchomorów? Jak można deptać ich wiarę we własne dziecko, swoje bycie matka i macierzyństwo. Nastawiać negatywnie i zabierać im tą radość z każdego kolejnego dnia, każdej nowej umiejętności jaką nabędzie ich dziecko.

Nie jestem naiwna, nie założyłam na siebie niezniszczalnej zbroi wykutej z pozytywnych myśli. Ja też miewam gorsze dni, mi też puszczają, raz częściej, a raz rzadziej. I najchętniej to wyjechałabym sobie na kilka dni, odcięła się od wszystkiego, wzięła głęboki wdech, ale i tak wiem, że na wydechu wróciłabym do domu, do rodziny, którą kocham i szanuje, z każdym ich bekiem, piardem czy pieluchową kupa. Nie wyobrażam sobie żebym miała cokolwiek zmienić w swoim życiu, w naszym trzyosobowym układzie, kogoś dodać, kogoś odjąć. Jest mi dobrze i na tą chwile na froncie macierzyństwa jestem spełniona i chyba byłabym skończonym cymbałem gdyby nowy level w życiu Poli, chodzenie, mówienie czy samodzielne jedzenie, miałoby to zmienić.

Kobieto, jeśli jesteś tego rodzaju matką, jeśli jesteś matką STRASZAKIEM, to ogarnij się w porę.

FotorCreated

2 myśli na temat “Matki straszaki

  1. Taaa takie straszaki sa wszedzie… ja np cale zycie od jednej rok starszej sluchalam..
    -no tak teraz jestes w zerowce, zobaczysz jak sie zacznie podstawowka!!!
    – pfff podstawowka… pogadamy jak bedziesz w gimnazjum !!!
    – gimnazjum? Prpsze cie…. w liceum to dopiero zobaczysz…
    I jakos bylam wszedzie bez wiekszych problemow 😛
    Marudy straszaki sa wszedzie 🙁 chyba tylko im wspolczuc? że takie to wszystko dla nich straszne ?

    1. Ula, ja powooooli, baaaardzo powooooli uczę się właśnie jak ich nie słuchać 🙂 Ale początki z matkami straszakami zawsze robiły ze mnie kłębek pełen nerwów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *