Moje życie z dzieciakiem

Nocne sikania i ciężkie pobudki drzemkowe pełne jej nienawiści do Świata.
Smutki i nieokreślona złość, na wszystko i wszystkich.
Słowotok, duuużo słowotoku.
Obrażanie się o (wydawałoby się) wielkie NIC.
Źle pokrojona kanapka, za ostry ketchup i za kwaśne pomarańcza.
A przede wszystkim nieogarnięta żadnym umysłem miłość, słodycz, tulaski, uśmiechy, wdzięczność i podziw.

 

Życie z dzieciakiem jest jak jazda rollercoasterem. Schodzisz i wymiotujesz na zieloną trawkę krzycząc, że nigdy więcej i za jakie grzechy Świata, i że pacan z Ciebie, że w ogóle wsiadłeś i co ty sobie myślałeś głupi, naiwny człowieku.
No to przesiadasz się na karuzele z Kaczorem Donaldem i Myszką Miki. Nudzisz się piekielnie, a po kilku minutach zerkasz na rollercoaster, trochę z przerażeniem, trochę z tęsknotą. Iiii…
…Jazda, jazdunia!
Znowu kupujesz żeton na ten przeklęty dziki zjazd, na ten rollercoaster wysoki i stromy jak wieżowce w Dubaju. Bawisz się wyśmienicie, chociaż czasem znów wymiotujesz na tą trawkę zieloną krzycząc, że „nigdy więcej!”. A to „więcej” przychodzi jakby wcześniej niż Ci się wydaje.

Emocje, które siedzą w mojej skórze z metką „rodzic” są całkowicie nie do ogarnięcia. Przekonuje się o tym każdego dnia kiedy moja córka stawia przede mną coraz to nowe wyzwania, testuje moje nerwy, miłość, przywiązanie i poziom zmęczenia jednocześnie. Rozśmiesza mnie do łez, tuli się najsłodziej na Świecie, żeby za chwilę zrobić mi jazdę o pierdylion wydawałoby się drobnostek i pierdół. To dziwnie uzależniający stan, z którego można zrezygnować i pragnie się tego, ale na ile? Na dzień, tydzień? Nie oszukuj się rodzicu, wrócisz tu prędzej niż Ci się wydaje, wrócisz w podskokach, by znów rzygać na zieloną trawkę, z uśmiechem na twarzy, z zadowoleniem i satysfakcją 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *