RozkoszNIE w czasie wolnym

Dzień wczorajszy. Czwartek. Przeżywam lekką euforię związaną z przyśpieszonym weekendem. Wieczorem idę z mężem na koncert Meli Koteluk. Lubię tą Panią bardzo, delikatną blondynka o mile zabarwionym głosie. Bilety trochę wyrwane z WCKowej paszczy lwa, już dawno zdobyte.

Rzadko wychodzimy razem wieczorami, a już w ogóle w środku tygodnia (w ogóle nie wychodzimy w środku tygodnia), tym bardziej się ciesze na myśl o koncercie.

Odszykowana, pachnąca. Tłumacze babci czym nakarmić człowieka, że umyć go trzeba i że człowiek sam kładzie się grzecznie do łóżka, bo kocha swoją różową świnie, z która śpi. Komóra, skóra i fura (w tej kolejności) – jedziemy.

Wpadamy do Filharmonii, wbijamy się w kolejkę wyciągającą dłonie do Pani bileterki. Obok mnie staje jakiś mały człowiek (lat ok. 3,5), o i zaraz drugi (lat ok. 4,5). Też wchodzą na salę, włosy postawione na żel, ubrani lepiej niż na niedzielny obiad. Staram się nie oceniać po wieku ale jednak ich obecność odrobinę mnie dziwi. Zapominam o temacie i szukam swojego miejsca. No i tak idziemy z małymi ludźmi ramię w ramię (biodro w ramię raczej…), siadając blisko siebie, ja rząd wyżej. I kiedy tak patrze na nich, modlę się po cichu żeby ci chłopcy byli prawdziwymi koneserami muzyki, żeby z zamiłowaniem, cichutko wpatrywali się i wsłuchiwali w Mele, ich matka wyciąga słuchawki wygłuszające i zakłada im na uszy. Już wiem, że koneserami nie są.

Przez pierwsze 30min koncertu staram się oswoić z myślą, że tak, Ci chłopcy właśnie zdjęli buty, tak jeden z nich właśnie kopie siedzenie przed sobą, tak dłubie w nosie i wpada na Panią siedzącą obok, znika gdzieś na podłodze, staje na krześle. Słuchawek już dawno nie ma na głowie. Matka w środku koncertu wyciąga komórkę i robi chłopcom zdjęcie, waląc mi flashem po oczach, 4 razy robi to zdjęcie. Zgaduję, że skierowane w dół miny synów nie prezentowały się na fotografii zbyt dobrze.

I tak siedzę oglądając ten ich rodzinny cyrk, nie mogąc skupić się na nowych aranżacjach utworów, które dobrze znam, na pięknej grze świateł, gapiąc się na tego chłopaka, który cierpi na tym siedzeniu i na tej podłodze, nudząc się okrutnie. Matka w euforii klaszcze i podśpiewuje pod nosem, ja aż zionę nienawiścią. Nie rozumiem. I trwamy tak, półtorej godziny trwamy.


Rodzicu błagam Cię, nie rób takich rzeczy swoim dzieciom. Szanuj ich zainteresowanie lub jego brak. Szanuj artystów i ludzi, którzy wydali pieniądze żeby zrobić dla siebie coś miłego.

 

A tu roczna Polka, słuchająca muzyki. W swoim DOMU. Nie przeszkadzająca nikomu. Da się? Da.

pola (145)

Jedna myśl na temat “RozkoszNIE w czasie wolnym

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *